
gdy słowom jędrności brak
czytam je wspak

Maja ma włosy brązowe
i mocne kobiece dłonie
Maja też - zawsze gdy pora
petunie ma na balkonie
do tego jeszcze Maja
dość dziwne ma zwyczaje -
każdemu kto na drodze
Maja coś z duszy daje
na koniec Maja ulata
na swoich Majowych skrzydłach -
znam dobrze odwagę Mai
by łykać łzy i powidła

"NA ZASADACH DORROWOLNEJ ONIRYCZNOŚCI"
Z Poetą, nazwijmy Go - tylko umownie - M.Cz., bo chodzi raczej o pewien, nie tak znów powszechnie dziś spotykany, sposób postrzegania świata , niż
o konkretnego człowieka, spotykam się dość często. Zawsze na zasadach w pełni dobrowolnej oniryczności. To znaczy, tak naprawdę, nie wiem jak jest z Jego strony.
Ja w każdym razie mogę, absolutnie spokojna o szczerość, zdeklarować, zarówno dobrowolność , jak i oniryczność.
Widujemy się przeważnie w domu. Dla większego poczucia duchowego bezpieczeństwa, każde z nas we własnym. A dla zaspokojenia, odwiecznie towarzyszącego nam obojgu, arcynarcyzmu, stajemy dodatkowo przed lustrem. Też, co oczywiste, każde przed swoim.

Otworzyłem oczy i świat wyleciał spod moich powiek. Po prostu złapał się rzęs i wykorzystał siłę odśrodkową towarzyszącą ich gwałtownemu podnoszeniu. Biorąc pod uwagę jego balansującą na granicy snu i jawy masę, musiał osiągnąć zawrotną prędkość. Gdy rzeczywistość się wyklarowała, starłem jej zaschnięte resztki z kącików oczu. Myłem zęby, starając się jak najmniej patrzeć w lustro. Był w nim drugi ja i druga łazienka. Na szczęście brakowało drugiego lustra. Zwariowałbym.
Czasami zdaża się tak, że sam już nie wiesz, czy brakuje Ci siły, motywacji, chęci czy po prostu się przepracowałeś. Wtedy parzy się kawę, zapala papierosa i pozwala przepływać różnym myślom przez głowę nie zwracając na nie uwagi. A później poprostu pije się piwo lub coś mocniejszego, lub poprostu pali coś i pęka bańka iluzji karmionej samotnością, pozornie ale skutecznie i kojąco. I siedzi się nadal, lecz siedzi siedząc na puchowej poduszce nieświadomości. Nie czując już jak pióra wbijają Ci się w dupę.

Podziwianie barwnego łuku na niebie poprzedziła wnikliwą obserwacją spektrum odcieni na pobliskiej jezdni.
Tam właśnie beztroski kierowca rozlał plamę oleju samochodowego. Taki zwyczajny stygmat i pryzmat bezmyślnej wielokolowości.
Prawdziwą tęczowość zobaczyła jednak dopiero wieczorem. Zupełnie po ciemku. Na skraju realności, gdzieś w jego oczach.
Absolutnie niewiarygodnych i niewiarygodnie pięknych.

Nocne przywidzenie zaprowadziło mnie do domu Państwa K.
Najpierw było tak, jakby do nas zaprosiła ich moja własna, blisko 76-letnia, matka.
Na dokładkę, zupełnie nie wiem czemu, zaproszenie to nie mogło zostać przekazane telefonicznie.
Nie chodziło przecież o parę prezydencką, czy królewską.
Dla dopełnienia form i norm towarzyskich, rodzicielka postanowiła osobiście udać się do domu K.,
aby wyrazić ogromną radość z goszczenia ich pod naszym dachem. Nawet w tamtej, nierzeczywistej wszak, rzeczywistości wydało mi się to cokolwiek dziwne.
Mimo, że matka nie była mi nigdy specjalnie psychicznie bliska, a może właśnie dlatego, na zasadzie pełnej spontaniczności, zdecydowałam się pójść z nią. Głównie zresztą dlatego, że Pani K. nie była jej znała wcale, zaś jej męża widywała tylko incydentalnie i nadzwyczaj przelotnie.
Akurat w tej decyzji nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdy nie pewien fakt. Otóż, przed wieloma laty, już żonaty, Pan K. był moim, bynajmniej nie epizodycznym, kochankiem. Co do Pani K., to widziałam ją przypadkowo. Raz, góra dwa.

zaprzeczać można tak długo
aż zabraknie miejsca na kolejne NIE
potwierdzać da się na tyle
na ile nie umknie ostatnie TAK
pomiędzy nimi jest przestrzeń poetów
kusząca aromatem myśli kraina WĄTPLIWOŚCI
Najnowsze komentarze
14 min. 43 sek. temu
11 godzin 46 min. temu
1 dzień 1 godzina temu
1 dzień 11 godzin temu
1 dzień 18 godzin temu
2 dni 7 godzin temu
2 dni 14 godzin temu
2 dni 15 godzin temu
2 dni 18 godzin temu
2 dni 23 godziny temu