O „Balladach Europy” i losie ballad, tudzież „balladzistach” w ogóle

No replies
SAKARTVELO26
Portret użytkownika SAKARTVELO26
User offline. Last seen 1 godzina 24 min. ago. Nieobecny
Joined: 08.10.2008

Fakt, że całkiem niedawno, bo 18 lipca 2010, Paweł Orkisz zakończył, w Niepołomicach pod Krakowem, już piątą edycję wymyślonego przez siebie corocznego festiwalu „Ballady Europy”, skłania do refleksji. No, może nie wszystkich, ale przynajmniej niektórych.

Moje prywatne przemyślenia w tej sprawie dotyczą zasadności istnienia tej, i jej podobnych, imprez kulturalnych, w czasach wszechogarniającej bylejakości i przeraźliwej, oraz przerażającej, łatwizny w kulturze. Moje pytanie brzmi tak: Jakie szanse przetrwania w czasie ma impreza, w której chodzi o coś znacznie więcej, niż tylko o stworzenie rozrywkowej papki dla mas i, co - niestety - jeszcze ważniejsze, o tak zwane „robienie i zrobienie kasy”?

Otóż tegoroczne koncerty „Ballad Europy” pokazały, że jest jeszcze w Polsce trochę ludzi, których wzruszają rzeczy istotne. Którzy chcieli, i potrafili, podjąć trud, tak jest, w Polsce i Europie 2010 to trud!, zamyślenia się i duchowego poruszenia zarówno na koncercie Anny Marii Jopek, czy na prezentacji piosenek nieżyjącego, acz wciąż żywego, mistrza Marka Grechuty. Niepołomickie przedsięwzięcie potwierdziło, że między Bugiem, a Odrą znajdzie się jeszcze paru takich co docenią i Orkiszowe balladowanie i unikalny niemiecki zespół Bach3Baden1Band, czy żywiołowość Węgrów reprezentowaną tak przez rodzime Brathanki, jak i przez całkowicie zagranicznego Ferenza Seboe. A to przecież nie wszystko. To zaledwie przykłady tego, co się działo....

A skoro tak, zapyta ktoś, to w czym problem? Jest publiczność i jej ukochani artyści, jest atmosfera i magiczność, więc o co chodzi? Odpowiedź brzmi tyleż prosto, co smutno. Chodzi o proporcje. Jak długo i na ile skutecznie elita, rozumiana zarówno jako wykonawcy, jak i jako publiczność, oprze się zalewowi byle czego, robionego – w dodatku byle jak? Na jak długo wystarczy determinacji Pawła Orkisza, i innych, czasem Przyjaciół, a czasem tylko konkurentów z branży, aby poszukiwać zapaleńców, a sponsorów przekonywać, że naprawdę warto?...

Nie znam odpowiedzi na tak postawione pytania? Mam tylko nadzieję, że nie za mojego życia. Czego i innym, nawet tylko incydentalnie myślącym, życzę.

Sakartvelo26