
Otworzyłem oczy i świat wyleciał spod moich powiek. Po prostu złapał się rzęs i wykorzystał siłę odśrodkową towarzyszącą ich gwałtownemu podnoszeniu. Biorąc pod uwagę jego balansującą na granicy snu i jawy masę, musiał osiągnąć zawrotną prędkość. Gdy rzeczywistość się wyklarowała, starłem jej zaschnięte resztki z kącików oczu. Myłem zęby, starając się jak najmniej patrzeć w lustro. Był w nim drugi ja i druga łazienka. Na szczęście brakowało drugiego lustra. Zwariowałbym.

Błądzę wzrokiem po podłodze,
siedząc na jeszcze ciepłej pościeli.
Na moim ciele Twój pot niczym rosa,
gdzieś się jeszcze tli niedopałek papierosa.
Szukam czegoś miedzy klepkami parkietu,
cisza goni me myśli.
Śpisz już? Czemu nie?
Czemu Twe spojrzenie goni po ścianie?
Co nie daje Ci spać?
Też szukasz w tym sensu?
Może to nie ma sensu,
to była chwila nie szukajmy w niej niczego.
Wstaniesz rano, znikniesz bez słowa,
lekkie trzaśnięcie drzwi bez do widzenia.
I tak skończy się kolejna krótka historia.
Nie pytaj mnie co będzie, jeśli zostaniesz.
Możesz ograbić mnie z dobytku i zrównać z ziemią mój dom,
ale i tak będę bogaty.
Możesz mi napluć w twarz,
ale i tak nie okradniesz mnie z honoru.
Zakujesz mnie w najcięższe kajdany,
ale i tak będę wolny.
Jeszcze nigdy nie wygrałeś.
Byłem ostatnim ze sług.
Byłem upokorzony.
Byłem niewolnikiem.
Lecz pamiętałem zawsze o jednym.
Jestem królem.
Tylko sam mogę pozbawić się
Korony.

Nigdy nie jestem pewien, czy mnie w ogóle słucha, ale codziennie opowiadam mu o swoich smutkach i zmartwieniach. Potem zwierzam się z troski o moich przyjaciół, w przerwach przytaczając ich śmieszne perypetie. Kiedy już wszystko z siebie wyrzucę, zaczynam skromnie prosić o różne drobne rzeczy, które mogłyby uszczęśliwić nas oboje. Czasami rzeczy te spełnia, a ja nie wiem, czy to przez przypadek, czy dlatego, że mnie jednak słucha. I tak sobie rozmawiamy, i coraz częściej przyłapuję się na tym, że chociaż nic nie mówi, rozumiemy się lepiej niż niejedna para zakochanych. Cała tajemnica (zarówno nasza, jak i zakochanych) leży w tym, żeby wypracować sobie język jedynie na własny użytek. My na przykład mówimy językiem głaskania, szczekania, lizania i kiełbaski. W rozmowie z owczarkiem niemieckim inne argumenty uderzają w próżnię.

1-
"zjawisko botaniczno literackie"
masowe egzekucje kwiatów
najłatwiej przeprowadzać latem -
kiedy spadają łebki róż
strofa do wiersza jest tuż, tuż
a jeśli przy tym raz się zdarzy
że chabry ściąć się ktoś odważy
by potem je zgilotynować
znów inny kolor mają słowa
albo - powiedzmy - taka frezja
gdy główkę odda w ręce kata
kuląc się w swej wielobarwności
już z rymem nowym chce się bratać
gerbera też w kolejce czeka
przed nieuchronnym nie ucieka
choć nie jest do tego gotowa
by wieczność w wierszu zdeklarować
zaś one wszystkie - w tym bukiecie -
choć tyle wiedzą na złym świecie
że tekst jest trwalszy od zapachu
dlatego nie poczuły strachu
2.
"przechowanie koloru i zapachu"
gdzieś na kwietniku
pod tym domem -
stoją trzy bratki nieruchome
może do spółki
z późnym bzem
trzymają wartę nad mym snem?
a może tylko
chcą do wiersza -
to ponoć ich powinność pierwsza?
3.
"o bukietowych pryncypiach"
poeta, gdy o kwiatkach pisze
popełnia banalności grzech -
nie spłaca długu przed Homerem
a wśród krytyków budzi śmiech
ale któż wstawi się za makiem
jeśli nie taki wierszokleta?
kto zadba o przetrwanie lilii

o marzenia przekreślone
w ciągu sekund
o ów most
którym się poszło za daleko
o ból ciągły
co zasypiać nie pozwala
o intelekt
gdyż bynajmniej nie ocala
o niezmienność
mijających dni i godzin
o ten pretekst
by w ogóle się urodzić
i o pamięć niepotrzebnie aż tak dobrą
wspomaganą przez odwagę nazbyt chrobrą
o wycieczkę tamtą - w lub do Łodzi -
o śmierć złudzeń - że bezczelnie nie przychodzi
czy o spis naszkicowany zeszłej nocy
na rozstaju poplątanych dróg niemocy

1.
„antenaci, dylematy i my”
dziadek Bolek – efektownie z ramy patrzy
babcia Ania – też szykowna jak w teatrze
czemu łypiąc na tę starą fotografię
nas w tych rolach już obsadzić nie potrafię? –
ja Smosarską już nie będę, Tyś nie Bodo
choć podobno przewyższamy ich urodą...
bo świat dziadków i największych ich idoli
miał ów urok co wymyka się kontroli
więc - choć piękni – nie sięgamy im do pasa
nie te czasy – trzeba przyznać – nie ta klasa
2.
"raj subiektywny"
gdy bosą stopą
stoisz na mchu
albo przytulasz do niego twarz
kiedy o tego
co dawniej był tu
znów z losem grasz
jeśli przypadkiem popatrzysz na
księżyc w bezsenną noc
po czym spokojnie naciągniesz na głowę prastary koc
o ile zdołasz
dla samego siebie
człowiekiem być
i od niechcenia
przekonasz sąsiada
ze warto żyć
Panie Boże!
Jak mam wierzyć w Twoją boską potęgę,
skoro wiary nie starcza mi dla siebie?
Wybacz mi, że modlitwa ma zmienia się
w jedno pobożne westchnienie
Najnowsze komentarze
55 min. 3 sek. temu
8 godzin 16 min. temu
8 godzin 22 min. temu
9 godzin 9 min. temu
9 godzin 16 min. temu
9 godzin 51 min. temu
10 godzin 4 min. temu
10 godzin 9 min. temu
10 godzin 17 min. temu
13 godzin 36 min. temu