
(skutki dysfunkcji rozmaitych)
ktoś niewidomy
ma przewodnika
na przykład psa
kogoś chromego
czy niepełnosprawnego intelektualnie
może wesprzeć inny człowiek
tylko ten z dystrofią
współczucia, współ czucia i współodczuwania
musi tak naprawdę - z definicji - radzić sobie sam

(owocowania sposoby)
nałóg refleksji
przynajmniej u mnie
zwykł owocować trojako -
pogłębioną refleksją
południową deprechą
przyzwoitą literaturą

Nie było jeszcze późno, a już mrok zalał alejki, spływał z ciemnych chmur o niewiadomym kształcie. Spływał powoli, mżawką charakterystyczną dla listopadowych dni. Kurtka przeciwdeszczowa wcale mi nie pomagała w przebiciu się przez cienie. Nie dość, że krępowała swobodę ruchów, to kaptur zarówno ograniczał pole widzenia, jak też skutecznie zagłuszał lub przynajmniej zniekształcał brzmienie owego wieczoru. Nie słyszałem uderzających kropel, tylko drgania napiętego ortalionu, więc nie mogłem być nawet bezpośrednim świadkiem rozgrywających się na cmentarzu zdarzeń. Co dopiero dziś, kiedy słucham jedynie wielokrotnie sklejanej taśmy, sklejanej tak niezdarnie, że z powodu licznych zgrubień wielokrotnie zacina się w magnetofonie, opuszcza takty, z harmonijnej symfonii pozostawiając jedynie arytmiczne urywki wspomnień.

"NA ZASADACH DORROWOLNEJ ONIRYCZNOŚCI"
Z Poetą, nazwijmy Go - tylko umownie - M.Cz., bo chodzi raczej o pewien, nie tak znów powszechnie dziś spotykany, sposób postrzegania świata , niż
o konkretnego człowieka, spotykam się dość często. Zawsze na zasadach w pełni dobrowolnej oniryczności. To znaczy, tak naprawdę, nie wiem jak jest z Jego strony.
Ja w każdym razie mogę, absolutnie spokojna o szczerość, zdeklarować, zarówno dobrowolność , jak i oniryczność.
Widujemy się przeważnie w domu. Dla większego poczucia duchowego bezpieczeństwa, każde z nas we własnym. A dla zaspokojenia, odwiecznie towarzyszącego nam obojgu, arcynarcyzmu, stajemy dodatkowo przed lustrem. Też, co oczywiste, każde przed swoim.
Pewien książę z zamku nad Loarą,
ciągle kłócił się ze swoją Starą,
więc się rozwiódł z nią w końcu,
potem leżał na słońcu
i opalał się nad Niagarą.

To westchnęła Pani Borsuk, żona Pana Borsuka i mama borsuczka, który był jeszcze na tyle mały, że napisanie jego imienia wielką literą wprawiłoby go w wielkie zawstydzenie.
Pani Borsuk wróciła właśnie z wizyty u swoich dalekich krewnych mieszkających w ludzkim mieście. Najwidoczniej zapomniała wziąć stamtąd swojej nieodłącznej torebki, a miała w niej wszystko. Znaczy się, miała jedzenie, po które właśnie fatygowała się tak daleko, a bez którego mały borsuczek mógł nie zdążyć wyhodować sobie ciepłej kołderki na zimę.
To pytanie zadała Myszka, sąsiadka z dołu. Miała bardzo wrażliwy słuch i lubiła pisać książki. A, że pisać książek bez ciszy się zwyczajnie nie da, pomarszczyła trochę pyszczek, pomachała wąskami i przyszła do swojej sąsiadki, by pomóc jej się uspokoić.

Wpatrzony w złoto w gablocie,
zamyka oczy.
Słyszy stadiony,
skandujące jego nazwisko.
Miliony kibiców,
walących w śnieżące telewizory.
Tylko dla chwili ekstazy,
którą on wywoła.
Pod zamkniętą powieką,
łza się zakręci.
Wraz z ostatnim kieliszkiem,
rozmyją wspomnienia.
Oto dawny MISTRZ,
dziś już go nie ma.
Jaką rolę według Was powinien odgrywać krytyk wobec dzieła i jego autora? Jakie zasady mają być wyznacznikami o wybitności, bądź marności utworów lirycznych lub prozy? Zapraszam do wymiany swoich opinii!
Najnowsze komentarze
55 min. 3 sek. temu
8 godzin 16 min. temu
8 godzin 22 min. temu
9 godzin 9 min. temu
9 godzin 16 min. temu
9 godzin 51 min. temu
10 godzin 4 min. temu
10 godzin 9 min. temu
10 godzin 17 min. temu
13 godzin 36 min. temu