
„ptak bez wyboru”
nad moją głową przeleciał ptak
z dziwacznym szeptem skrzydeł
urwał się pewnie z dostojnych sztychów
bądź starych malowideł
dokąd chciał lecieć? –
teraz nie zgadnę, a jednak mam przeczucie
że z tej niewoli, co u artystów
czym prędzej musiał uciec
inaczej nie mknąłby tak bezszelestnie
tak nikłym śladem na niebie
i miałby trochę więcej pewność
i kiedyś wrócił do siebie
zostałby zapis zdjęcia jednego
tego na krzakiem róży
które mu Pan Bóg, tak bez powodu
wykonał z fleszem od burzy
byłby też obraz w moim spojrzeniu –
życzenia podróży szczęśliwej
i tej miłości co ukryta
w nadziei głupio żywej

Agnieszka błękitnie patrzy
i szepce jak w teatrze
uśmiecha się bielą zębów
do Józka z siódmego rzędu
lecz trzeba ze sceny zejść
na Kępę uciec lub gdzieś
nad Wigry – tam za krzakiem
czyhają wilkołaki
Agnieszka – ta niepubliczna –
jest bowiem metafizyczna
i we krwi ma uciekanie
nim w świetle rampy znów stanie
nim innym znów powie: „jestem”
przewrotną miną czy gestem –
jak teraz ucieka w zaświaty
tam pisze poematy
tam tęskni za Warszawą
za wciąż nie minioną sławą
na chmurce z Piotrem S.
wermut popija pod jazz
Zagląda jej w okno -
on, choć taki nieśmiały
serca pół oddaje,
bo zakochany
z miłości rumiany.
Mruga do niej,
uśmiecha się zalotnie
spotkać się mogą nocą
tylko w pustym oknie.
On coraz prędzej
ukrywa się pod chmur peleryną.
On znika, ucieka
a ty go kochasz, dziewczyno!
Inaczej wygląda,
ile razy spojrzysz
nie odwracaj już wzroku -
drugim razem nie zdążysz!
Ty oczy przymkniesz,
on w kolejną fazę wejdzie,
zbudzisz się rano -
on u innej już będzie
Stawia kroki kolejne,
choć niezgrabny taki.
Poznaje inne, piękne,
odwiedza polne maki.
Noc spędzi upojną
z ulubionym twym kwiatem
jesień, zimę, wiosnę.
Czy powróci tu latem?
I krok po kroku
kochanek twój miły, odejdzie -
on nie dla takiej dziewczyny
W noc z Tobą
niezbyt długo
mam na sobie sukienkę
dłońmi Twoimi i oczyma
wkładam najpiękniejsze stroje
i kolię Twoich pocałunków
nocą wszystko widać
palcami spacerujemy tam
gdzie dniem się nie chodzi
w noc z Tobą
jestem najbogatszą kobietą na świecie
ubraną Twoją namiętnością

w tym tunelu
między latem a jesienią
jeszcze się liście zielenią
wciąż trawy kuszą
i z dużą rzeczy znajomością
zdobią świat
ale już blisko – gdzieś za rogiem
albo za zwykłym siana stogiem
zmiana wart
bo się zza węgła czai złoto
co wzrok ukoi barw pieszczotą
już we wrześniu
z lasu wychodzą na polany
plamą czerwieni rozedrganej
ludzie leśni
buszuje wiatr po wrzosowisku
kolorem krzaków zajmie wszystko
w mojej głowie –
nową historię o przemianach
zaklętych w odcieniach nad ranem
tu opowie

Maja ma włosy brązowe
i mocne kobiece dłonie
Maja też - zawsze gdy pora
petunie ma na balkonie
do tego jeszcze Maja
dość dziwne ma zwyczaje -
każdemu kto na drodze
Maja coś z duszy daje
na koniec Maja ulata
na swoich Majowych skrzydłach -
znam dobrze odwagę Mai
by łykać łzy i powidła
snu zabraniają mi moje brudne ręce
patrzę jak milczą odwrócone paznokciami do blatu.
nie drżą. nie plują, nie wzywają świętych.
załamane są.
palec przy palcu leży martwy na cieniu butelki
ostatni łyk rozlał się i zmoczył opuszki.
przegub osłania rękaw jakby nagi mógł
przywołać nóż do żyły, nie może
trzeba wcześniej rozdrapać skórkę do krwi
algo zgryźć paznokcia.
skóra moich dłoni jest zwiotczała i stara
niespokojna a jednak pogodzona, nie wierzy
w krem nivea ani w żadne zmartwychwstanie.
moje ręce są bezsenne, nic im po nocy
nie utrzymają obrazka Madonny, ciężaru paciorka,
nie powiedzą namaste nie klasną
nie zwiną się w pięści.
pot to moje przerażenie, kwaśny żal.
siedzę wpatrzona w moje załamane ręce.
A potem cisza i spocone oczy,
Wilgotna skóra, ucieczka pod kołdrę,
Tysiąc myśli, pragnienie ciepła,
Zbyt późno zbudzone wyrzuty sumienia.
I strach istniejący w moich trzewiach,
Od chwili poczęcia.
Najnowsze komentarze
55 min. 3 sek. temu
8 godzin 16 min. temu
8 godzin 22 min. temu
9 godzin 9 min. temu
9 godzin 16 min. temu
9 godzin 51 min. temu
10 godzin 4 min. temu
10 godzin 9 min. temu
10 godzin 17 min. temu
13 godzin 36 min. temu