
cień mnie samej
stracił ramę, bezpowrotnie
błądzi gdzieś po autostradach
niczym po „Wiśniowych sadach”, wciąż samotnie
pochodzi i zwieńczy dzieło
pochówkiem w muzeum

gdy słowom jędrności brak
czytam je wspak

Tak bym chciała być dla ciebie
Wenus, w twych marzeniach sennych.
Tak bym chciała u ogniska
Westą w życiu być codziennym.
Tak bym chciała firmamenty
niepokojów twych rozbielić.
Tak bym chciała twoje troski
dzień po dniu do końca dzielić.
Tak bym chciała twym radościom
zorzy rannej dodać blasku.
Uniesienia i upadki
w życia mego mieć potrzasku.
Tak bym chciała... lecz nie mogę
wola moja jest marzeniem.
Me pragnienia roztrzaskują się
jak fale... o milczenie.

miłość czasem złoci się szafranem
z moją na przykład
tak bywa nad ranem
albo zmysłową uszczypnie bazylią
biust czarnookiej
pieszczony przed chwilą
chrzanem zapachnie
jedna z tęsknot Józka
co jest z Pułtuska
niekiedy wabi
pestką z awokado
w spółce ze zdradą
i ta ostatnia
sok z marchwi na palcach
acz w rytmie walca
właściwie po co mielibyśmy wychodzić z domu -
uliczna muzyka nie pomaga zapomnieć o czekaniu,
przejadły się turystyczne zakątki miasta,
inne są zbyt daleko, albo zbyt brudne.
jedną z nas obciera but, inną jakieś wspomnienie
sprzed kilku dni. barmani wyrzucają nas z knajp
bo nie mamy ładnych ubrań i pieniądze też się kończą.
staramy się nie deptać roślin wyrastających
w załamaniach chodnika, kiedy uciekamy
przed deszczem z wody i pytań.
obok śmietników leżą połamane parasolki
i wszystko jest jakieś takie brzydkie.
nasze miasto wcale nie poczęło się ze światła.
mój budzik nie dzwoni kolejny raz
albo raczej nie przebija się przez histeryczne sny
o windzie, która nie zatrzymuje się nigdzie.
całą noc jestem w środku,
wielkie oczy klatek schodowych patrzą na mnie
przez małe otwory.
tutaj nie krzyczy się tylko zbiera strach w sobie,
który wychodzi pępkiem, wylewa się,
obkleja całe stopy.
uwięzione w szybie gołębie
obijają się skrzydłami o brudne ściany.
zakrywam usta i kładę dłoń na brzuchu,
czekam aż obudzi mnie mocne szarpnięcie powietrza,
kiedy jak co rano otworzysz balkon.

półsłowem i półgestem
pół wierzę że pół jestem

Miałem swój świat i swoje kredki,
nic wam się w nim nie podobało.
Więc pytam - czemu,
chcieliście mi zabrać każdą z nich.
Najnowsze komentarze
55 min. 3 sek. temu
8 godzin 16 min. temu
8 godzin 22 min. temu
9 godzin 9 min. temu
9 godzin 16 min. temu
9 godzin 51 min. temu
10 godzin 4 min. temu
10 godzin 9 min. temu
10 godzin 17 min. temu
13 godzin 36 min. temu