
Doświadczony redaktor i korektor (beletrystyka, książka dla dzieci, literatura popularnonaukowa, podręczniki szkolne, multimedia) szuka pracy - najlepiej w Poznaniu.
Kontakt: korredar(at)wp.pl
kołyszę cię jeszcze
udami na wygasłych
węgielkach
oczy już nie płoną
i tylko mglistym spojrzeniem
patrzę jak opadasz
natchniony
z kącika ust mi spływa
kropla mleka gasząca
wstydliwy żar
nim obliżę wargi
wrócisz do swojego świata
a mi pozostanie
mdła cisza
i tak banalnie
twój zapach

omdlała ze mnie sukienka,
ramiączko znad serca zwiędło.
tak duszno jest zawsze przed deszczem
Twych pocałunków i pieszczot.
lecz choć sklepienie ciała
rwą ci napięte błyski,
poczekaj - niech czystych spojrzeń
nie zachmurzą nam zmysły.
niech burza ta nie zagłuszy
myśli, niech wszystkie twarze
obmyje nam, by w tym deszczu
odbiły się jeszcze wyraźniej.
W zaspach rozterek
utknęła pewność.
Ignorancja szczelnie
otuliła drogowskazy.
Zamarzła zapomniana
pamięć, a zimowy pejzaż
cieszy głupią nadzieję.
Zraniona bielą kołdry,
bielą sufitu i bielą tej zimy za oknem,
przeciążona bielą plastikowych pudeł
ułożonych regularnie jedno na drugim,
tonę wśród ciszy, okryta melancholią.
Wtulam się w kolory
kwiecistej granatowej zasłonki,
która kiedyś pozwalała mi zasnąć,
a której nie ma już, bo to nie te okna,
w których przychodziło jej usypiać wraz ze mną.
Rytualnie przywołują mnie do niej moje tęsknoty.
Za bursztynowym wzrokiem matki
pochylonej nade mną w gorączce,
w nutach waniliowego mleka z miodem.
Za dotykiem jej uspokajających rąk
i miłością tak czułych powiek.
Obejmując ramiona własnych myśli
tęsknię, opierając swój smutek
o barwne kwiaty pachnące świeżym
proszkiem jej różowych dłoni.
Z tą świeżością poranka
wędruję swawolnie
po fakturze szlachetnego splotu,
pękami różowych peoni
na ciemnogranatowym tle.
Sadowię się na kolanach matki
i błogo tonę w upragnionej czułości,
na ogromnej łące ciepła,
o rumiankowej woni
jej mlecznozłocistch włosów.
Spokój jej głosu otula.
Sprawia, że wszystko wokół przestaje istnieć.
Nie liczy się nic, tylko Ona i ja, nareszcie razem.
Mam ją teraz wyłącznie dla siebie.

Gdzie się podziały
twoje skrzydła
twoje słońce twój heban
twoje piaski z ciepłych wybrzeży pamięci?
-Zapadły w sen
gdy w strugach deszczu
przecinałeś szkliste uliczki przedmieścia

Była owa ona,
nie-narodzona.
zapieczętowała życie,
lecz pieczęci zabrako.
Krwią naszą wieczność u-gryzła,
został życia kęs. zaledwie.
Teraz za przysięgnę-nie,
rodzą femi, ksanty czy murw.
i co zrobiłas,
owoc u-gryzłaś.
---------------
Gliny brakło,
mózg doróbcie.

Widziałem ją wyspę
Wyspa jest cichością jej
widmo to księżyc wbity
w pole przebogatego grafitu
Słodka trawa jest wilgocią jej
wilgoć oplata źrenice by zespoliły
się z gwiazdami możnowładnych świetlików
Morze wkoło jest cichością jego
pluski nie zagłuszają
odwiecznej tęsknoty za bytem niczyim
Najnowsze komentarze
10 min. 57 sek. temu
19 min. 56 sek. temu
36 min. 27 sek. temu
6 godzin 4 min. temu
7 godzin 3 min. temu
8 godzin 54 min. temu
8 godzin 55 min. temu
9 godzin 27 min. temu
9 godzin 30 min. temu
9 godzin 23 min. temu